Okładka miesiąca

Kim właściwie On jest? Pierre-Marie Dumont

Rembrandt namalował ten obraz w 1630 r., w wieku 24 lat. Artysta przez całe życie starał się zachować przy sobie to dzieło z młodości i dopiero w 1656 r. zmuszony był je sprzedać na spłacenie długów. Obraz był mu szczególnie drogi, ponieważ to, co przedstawiał, to było ocalenie, na które artysta liczył w różnych rozpaczliwych sytuacjach życiowych: niepojętej, rodzącej bunt śmierci jednej, a następnie kolejnych ukochanych osób.

A potem śmierci wszystkich. Rembrandt posiadł szczególny dar rozumienia, jak należy kochać. Był także przekonany, że siły zła mają za cel ostateczny zabić miłość, i że dysponują środkami, by to uczynić. W rzeczywistości jednak życie i miłość przetrwa dzięki Człowiekowi, którego Ewangelia św. Jana opisuje jako najbardziej ludzkiego z ludzi, bliskiego przyjaciela Łazarza, Marty i Marii. Człowieka, który wylewa łzy za przyjacielem - „Zobaczcie, jak bardzo go kochał!”; Człowieka tak ludzkiego, że płacze, współczując z tymi, którzy pozostają. Rembrandt bardzo cierpiał, że jest tym, który pozostał, gdy jego matka, ojciec, dzieci, żona, przyjaciele zostali z początku okropnie zmiażdżeni przez chorobę, aby lepiej zostać schwytani przez śmierć. Tak, moce zła pozornie triumfują, do momentu, gdy Człowiek we łzach, Człowiek „zbyt ludzki”, nagle powie: „Jestem zmartwychwstaniem i życiem.”

A Rembrandt, który wszystko stracił, wierzył w Niego. Na obrazie najbardziej znaczące są światłocienie; mocny promień ukośnie oświeca środek sceny. Osoby będące świadkami cudu, Marta w cieniu, Maria w pełnym świetle i żydowscy dostojnicy nie mogą uwierzyć w to, co widzą. Na osi poprzecznej, dzielącej kompozycję, pojawia się postać Jezusa z twarzą tak ludzką, a równocześnie Chrystusa o nadludzkiej postaci, górującej nad innymi, z podniesioną prawą ręką. Bez zmartwychwstania nasza wiara w tego Człowieka byłaby próżna.

„Wskrzeszenie Łazarza” (ok. 1630–1632), Rembrandt van Rijn (1606-1669), Los Angeles County Museum of Art,  USA. © akg- images / Album.