Edytorial

dk. Bogdan Sadowski Całun Turyński

Całun turyński

 

Pierwszy raz usłyszałem o Całunie Turyńskim w 1980 roku w Londynie. Pamiętam, że kupiłem małą (tanią) broszurę na ten temat i traktowałem ją prawie jak relikwię. Dziś wydawnictw poświęconych tej kwestii jest całkiem sporo. Co jakiś czas pojawiają się nowe odkrycia, ale Całun wciąż pozostaje zagadką. Ciekawe, że Kościoły chrześcijańskie (także nasz Kościół katolicki) nie wypowiadają się o autentyczności tej relikwii. Miałem szczęście być w Turynie w czasie obchodów 100-lecia pierwszej fotografii Całunu wykonanej przez włoskiego fotografa amatora – adwokata Secondo Pia w 1898 roku. To on odkrył, że negatyw ukazuje bardzo szczegółowo postać mężczyzny z wieloma ranami związanymi także z przyczyną jego śmierci – czyli z ukrzyżowaniem. Papież Jan Paweł II powiedział w 1998 roku w Turynie, że nie jest zadaniem Kościoła decydowanie o autentyczności tego przedmiotu, choć jest on świadectwem kilkusetletniego kultu i niewątpliwie kieruje nasze myśli ku zbawczej ofierze Jezusa Chrystusa. 

Od czasu opublikowania negatywu, Całun poddawano wielokrotnie różnego rodzaju badaniom. Powstała nawet nowa gałąź nauki zwana „syndologią” (od greckiego słowa syndon – płótno, całun). W zakres tej nauki wchodzi wiele innych dyscyplin naukowych, między innymi: teologia biblijna, egzegeza, patrystyka, archeologia biblijna i ogólna, historia Kościoła, prawo hebrajskie i rzymskie, tekstylologia, antropologia, języki orientalne, numizmatyka, chemia, fizyka, medycyna sądowa, anatomia, spektografia, optyka, biologia i paleografia. Od 1950 r. naukowe kongresy poświęcone Całunowi organizuje Międzynarodowe Centrum Syndologii, które też wydaje specjalistyczne pismo „Sindon” i posiada także własne muzeum i bibliotekę. 

Osoby, które zetknęły się z tym tematem generalnie dzielą się na dwie grupy: przekonanych o tym, że jest to tkanina okrywająca złożonego do grobu Jezusa z Nazaretu, i tych, którzy są przekonani, że jest to średniowieczne fałszerstwo. Warto tu powiedzieć, że w czasach średniowiecza istniało sporo czczonych powszechnie „całunów”, choć żaden z nich nie ma cech nawet zbliżonych do tego z Turynu. Sporo zamieszania wprowadziły wyniki badań z 1988 roku. Pobrane z Całunu próbki rozesłano do trzech niezależnych instytucji, włączając do przesyłki bardzo podobne próbki kontrolne pochodzące z innych źródeł. Wyniki badań radioaktywnym izotopem węgla C14 jednoznacznie określiły wiek pochodzenia próbek Całunu na lata 1260-1390. Pojawiło się jednak wiele głosów podważających rzetelność badań. Nie sposób w tym miejscu omówić całej dyskusji na ten temat, ale mnie najbardziej przekonuje stwierdzenie Włocha, dr. Orazio Petrosillo z 2002 roku, który ustalił, że tkanina Całunu Turyńskiego składa się w 40% z włókien datowanych na I wiek naszej ery, a w 60% z czasów późniejszych, z XIII i XVI w. To skutek wielu napraw dokonanych w przeszłości. Badane próbki miały, według niego, być niewłaściwie wybrane. Tak czy inaczej w kontekście wszystkich badań nad Całunem Turyńskim jest to jedyny wynik, który podważa autentyczność Całunu. Zdecydowana większość badań (można powiedzieć, że prawie wszystkie) potwierdzają niezwykłą zgodność wizerunku z ewangelicznymi opisami męki Jezusa Chrystusa. Na Całunie odkrywano sukcesywnie nawet fakty niezgodne z tradycją - mężczyzna z Całunu ma przebite nadgarstki, a nie dłonie jak na tradycyjnych przedstawieniach ukrzyżowania. Takich fascynujących odkryć znamy dziś bardzo wiele. Wciąż także nie jest znana technika powstawania wizerunku. Co jakiś czas pojawiają się informacje, które tajemnicę Całunu wciąż pogłębiają. Odkryto i zidentyfikowano na przykład odcisk monet kładzionych na oczy zmarłego zgodnie z żydowską tradycją, czy ślady po napisach w języku greckim i łacińskim, które miałyby być śladem po akcie zgonu wystawianym przez Rzymian. Najnowszą (z tego, co mi wiadomo) informacją jest ogłoszenie wyników badań dr. Matteo Borriniego z Liverpoolu, nota bene katolika, który stwierdza, że ślady zostawione na Całunie nie mogą pochodzić od osoby ukrzyżowanej. Chodzi głównie o kąty śladów spływającej krwi. 

Niech puentą tej opowieści będzie odpowiedź Borriniego na pytanie o wpływ tych wyników na jego wiarę. Naukowiec miał powiedzieć, że jego wiara nie opiera się na najbardziej nawet czcigodnych relikwiach, najważniejsza jest prawda. 

Tak czy inaczej nie sposób nad Całunem Turyńskim przejść do „porządku dziennego”, co najlepiej ilustruje wypowiedź innego naukowca zajmującego się od wielu lat relikwią. Archeolog William Meacham, który w 1986 roku uczestniczył w konferencji poświęconej datowaniu Całunu Turyńskiego, stwierdził, że układ danych ukazanych przez Całun jest bezsprzecznie wyjątkowy, zgadza się w każdym szczególe z zapisem śmierci i pogrzebu Chrystusa i jest nie do podrobienia. „(...) każdy szczegół Całunu – od pyłków kwiatowych po ślady biczowania – potwierdza autentyczność albo nie przeciwstawia się autentyczności”. 

I może jeszcze głos naszego rodaka, prof. dr. hab. Grzegorza Karwasza, fizyka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu: „W całunie znaleziono pyłki wielu roślin, m.in. z Europy Zachodniej, ponieważ był wystawiany we Francji i Włoszech, z Bliskiego Wschodu, gdzie był wystawiany przypuszczalnie w Mezopotamii, Edessie i Konstantynopolu, ale znaleziono też 46 pyłków roślin, które kwitną tylko w okolicach Jerozolimy i tylko wiosną. Nie było możliwe podrobienie tych dowodów. Nikt w średniowieczu nawet nie wpadłby na to”. Zainteresowanym Całunem i jego historią szczególnie polecam książkę Grzegorza Górnego, „Świadkowie tajemnicy” (Rosikon Press, Warszawa 2012). Oczywiście w dzisiejszych czasach najłatwiej zacząć od Wikipedii, z której zaczerpnąłem kilka cytatów. Znajdziemy tam obszerną bibliografię na ten temat. 

Niech Zmartwychwstały Chrystus (o którym przypomina nam Całun Turyński) będzie nam Drogą, Prawdą i Życiem

 

dk. Bogdan Sadowski 
diakon stały, redaktor naczelny polskiej edycji Magnificat