Artykuły miesiąca

Droga Matki Bolesnej Ks. Maciej Raczyński-Rożek

Via Matris

Droga Matki Bolesnej

Ks. Maciej Raczyński-Rożek

Na wzór Drogi Krzyżowej powstało nabożeństwo, noszące nazwę Droga Matki Bolesnej lub po prostu Droga Matki (Via Matris). Jego pierwotne formy spotyka się już przy końcu XVI wieku, ale aktualna forma przybiera swój kształt w wieku XIX. Podstawową zasadą nabożeństwa jest rozważanie życia Matki Bożej od proroctwa Symeona aż do męki i złożenia do grobu Jej Syna. Jest to droga wiary i cierpienia Maryi. Nabożeństwo składa się z siedmiu „stacji” odpowiadających „siedmiu boleściom” Matki naszego Zbawiciela.

 

Modlitwa otwierająca

Maryjo, Matko Bolesna, twoje serce było tak zjednoczone z sercem Twego Syna, że miałaś swój szczególny udział w dziele Odkupienia świata. Proś za nami Boga, abyśmy nie skupiali się przede wszystkim na naszym trudzie i cierpieniu, ale medytowali z pokorą mękę Chrystusa. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Każda stacja może kończyć się modlitwą i wezwaniem:

Zdrowaś Maryjo…

Prowadzący: Matko Bolesna,

R.: Módl się za nami.

Stacja pierwsza

Proroctwo Symeona podczas Ofiarowania

 Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu» (Łk 2,34-35).

Kiedy trzyma się w ręku niemowlę, to rodzi się pytanie: kim będzie ten mały człowiek? Te pytania musiały rodzić się w Maryi, która już przy zwiastowaniu dowiedziała się o szczególnym posłannictwie swojego Syna. Proroctwo Symeona to kolejny etap w powolnym odsłanianiu się tajemnicy misji Jezusa. Ma być znakiem sprzeciwu, ma być światłem, które ujawni piękno niektórych, a nędzę innych. Maryja wie, co to znaczy być znakiem sprzeciwu: zna historie proroków, którzy próbowali oznajmić Izraelowi wyroki Boże. Jako matka pewnie bardziej przejmuje się niebezpieczeństwem, jakie grozi jej Synowi, niż przepowiednią o mieczu, który przeniknie jej duszę.

Próbujmy naśladować Maryję w jej skupieniu na Jezusie Chrystusie. Wtedy nasze cierpienie złączy się z Jego cierpieniem, nasze odrzucenie z Jego odrzuceniem i będziemy mogli je przeżywać jako pełne sensu, jako drogę do zjednoczenia z Bogiem w miłości i szkołę prawdziwej miłości bliźniego.

Stacja druga

Ucieczka do Egiptu

Oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego (Mt 2,13-16).

Proroctwo Symeona sprawdza się bardzo szybko. Jezus staje się znakiem sprzeciwu, który ujawnia zamysły serc wielu. Objawia się okrucieństwo i lękliwość Heroda, który, dla ochrony swojej władzy przed rzekomym zagrożeniem, nie waha się nawet wymordować niewinnych dzieci.

Hans Urs von Balthasar, w swojej refleksji nad Słowem Bożym, odkrywa zasadę, że w tym świecie tam, gdzie pojawia się dużo dobra, jednocześnie pojawia się dużo zła. Na tym polega dramat tej rzeczywistości. Maryja doświadcza tego już od samego początku. Nie ma się co łudzić, jak John Lennon w piosence Imagine all the people, że wszyscy ludzie staną się dobrzy i będziemy mieli niebo na ziemi. Można natomiast mieć prawdziwą nadzieję, że nad tą rzeczywistością panuje dobry Bóg, który chwilowo dopuszcza zło. Ostatecznie jednak realizuje swój plan. Jak twierdzi Ewangelista, nawet Herod, zmuszając Świętą Rodzinę do ucieczki, mimo woli zrealizował plany Boże,: „Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka” (Łk 2,16).

Próbujmy być posłuszni Bogu jak Józef i Maryja, którzy, pełni ufności w Bożą opiekę, natychmiast, jeszcze w nocy, realizują polecenie anioła Pańskiego. Wtedy będziemy znakiem nadziei dla innych, nie naiwnej nadziei na niebo na ziemi, ale prawdziwej nadziei, która, wśród cierpień i niedoskonałości tego świata, zabiega o dobro już teraz, wiedząc, że w pełni osiągnie je w wieczności.

Stacja trzecia

Poszukiwanie Jezusa zagubionego w Jerozolimie

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, (...), a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. (Łk 2,46-52).

Ten fragment jest pełen symboliki i można spróbować odczytać go w kontekście męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Tłem odnalezienia Jezusa w świątyni jest święto Paschy czyli „przejścia” – pamiątka wyzwolenia Izraela z niewoli egipskiej i „przejścia” do Ziemi Obiecanej. To największe żydowskie święto nabierze nowej treści wraz z ofiarą Chrystusa na krzyżu: będzie oznaczać przejście Jezusa Chrystusa do Ojca w niebie i otwarcie tej drogi dla wszystkich ludzi oraz wyzwolenie z niewoli grzechu. Otwarcie dostępu do nowego życia dokona się przez zmartwychwstanie Zbawiciela.

W opisie odnalezienia Jezusa w świątyni, znika On z oczu Maryi na trzy dni. Słyszymy o bólu, jaki przeżywa Matka. Mówi o tym wprost dwunastoletniemu Jezusowi. Na to słyszy odpowiedź, że On musi przede wszystkim słuchać swojego Ojca. Ewangelista notuje, że Maryja zachowała te słowa w swoim sercu. Bardzo prawdopodobne, że przypomniała je sobie po śmierci Jezusa, kiedy znowu zniknął na trzy dni, tym razem w czeluściach grobu. Ona jedyna wierzyła, że to, co się dzieje, to realizowanie poleceń Ojca. Ona jedyna czekała na Jego zmartwychwstanie.

Naśladujmy Maryję w jej uważnym i pokornym słuchaniu Słowa Bożego. Także dla nas treści i obietnice w nim zawarte, mogą być oparciem w chwilach ciemności i trudności. Bóg zawsze dotrzymuje swoich obietnic i na pewno przyjdzie moment światłości.

Stacja czwarta

Maryja spotyka Jezusa na drodze na Kalwarię

O tym spotkaniu Pismo Święte nic nam nie mówi. Kościół jest jednak przekonany, że nie mogło zabraknąć Matki w tym najtrudniejszym momencie życia Syna. Tradycyjna pobożność daje temu wyraz w stacji IV Drogi Krzyżowej.

Kiedy odprawia się Drogę Krzyżową na ulicach Jerozolimy, to ci, którzy robią to po raz pierwszy, są często zdziwieni, że nabożeństwo trzeba odbyć na wąskich uliczkach miasta, pośród straganów i gwaru, gdzie nikt nie przejmuje się tym, że duża grupa ludzi się modli. Zdziwienie bierze się często z tego, że we współczesnych sanktuariach jest wydzielona i dobrze przygotowana przestrzeń, gdzie można odprawić w spokoju Drogę Krzyżową.

Jednak to ta pierwsza wersja jest bliższa rzeczywistości. Pan Jezus szedł z krzyżem przez ulice codzienności zabieganej Jerozolimy. Tam też odnajduje Go jego Matka. Próbuje przynieść Mu ulgę w cierpieniu i zapewnienie o swojej bliskości. Tak samo Maryja zachowuje się wobec nas i odnajduje nas pośród cierpień codzienności, aby zapewnić o swojej matczynej trosce. Nie wątpmy nigdy w obecność Maryi w chwilach trudu i zmagań życiowych.

Stacja piąta

Matka Boża pod krzyżem Syna

 A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19,25-27).

Co to znaczy, że uczeń „wziął [Maryję] do siebie”? Papież Franciszek na spotkaniu z kapłanami w 2014 roku w Rzymie opowiadał historię sprzed 30 lat, kiedy przebywał w Północnej Europie i został zaproszony na kolację przez inteligencką rodzinę praktykujących katolików. W pewnym momencie, kiedy przy stole toczyła się entuzjastyczna rozmowa o Jezusie Chrystusie, gospodarze stwierdzili, że są dojrzali w wierze i mają za sobą etap Maryi. Papież nie do końca zrozumiał, co mieli na myśli. Wyjaśnili mu więc, że odkryli w pełni Jezusa Chrystusa i nie potrzebują już Maryi.

Komentując to wydarzenie, papież Franciszek stwierdza: „To nie jest dojrzałość!” I w innym miejscu: „Relacja z Maryją to relacja dziecka... Zwróćcie na to uwagę: kto nie ma dobrej relacji z Maryją, ten ma w sercu coś z sieroty”. Prawdziwa dojrzałość w wierze, wymaga obecności w niej Maryi, bo to sam Zbawiciel dał nam Ją za Matkę.

Stacja szósta

Maryja przyjmuje martwe ciało Jezusa

Pewna pielęgniarka, która pracuje na oddziale intensywnej terapii, zapytana o to, jak zachowują się matki po śmierci syna, powiedziała: taka matka sprawia wrażenie, jakby czas się dla niej zatrzymał, jakby na świecie istniała tylko ona i jej dziecko, jakby miała cały czas kontakt z tym synem, mimo że przed nią spoczywa już tylko ciało.

Maryja, kiedy trzymała martwe ciało Chrystusa, nie różniła się od innych matek. Możemy powiedzieć, że czas się dla niej zatrzymał. W zasadzie dla wszystkich uczniów Jezusa w momencie Jego śmierci czas się zatrzymał: świat stanął w oczekiwaniu na zmartwychwstanie. Bo jeśli Pan Życia umarł i pozostanie umarły, to nie ma nadziei dla nikogo.

Przychodzą i w naszym życiu takie momenty, kiedy Jezus wydaje się umarły, bezsilny. Modlimy się do Niego, błagamy, a On wydaje się nieobecny bądź za słaby, by wysłuchać naszych próśb. Prośmy wtedy Maryję, żeby uczyła nas być pewnymi Jego obecności i Jego potęgi mimo wszystko. Na tym przecież polega prawdziwa wiara.

Stacja siódma

Jezus złożony w grobie

Najtrudniejszy moment pogrzebu to posypanie trumny ziemią przez księdza i złożenie jej do grobu. Do tego momentu, może się wydawać, że zmarły jest jeszcze z nami. Zamknięcie grobu pokazuje, że coś się definitywnie skończyło.

Na Mszy Świętej beatyfikacyjnej księdza Jerzego Popiełuszki była obecna jego mama, Marianna. W kazaniu arcybiskup Amato, delegat papieża Benedykta XVI, wypowiedział następujące słowa, które mama męczennika mogła przyjąć także osobiście: „Ksiądz Popiełuszko, uwielbiony, zostaje oddany w ramiona Matki Kościoła w tym samym geście, w jakim prorok Eliasz oddał wskrzeszone do życia dziecko jego matce: «Patrz! Twój syn żyje!» [...] Dzisiaj Bóg zwraca się do Kościoła w Polsce i Kościoła powszechnego, aby przestał płakać, ponieważ ten jego syn żyje. Jezus jest życiem i zmartwychwstaniem. On unicestwia śmierć”.

Wiara prostej kobiety, Marianny Popiełuszko, może być dla nas obrazem wiary Maryi, która nie dała się zwieść ostateczności, jaką narzuca złożenie kogoś do grobu. Życie nie kończy się na tym świecie, a ostateczne są tylko wyroki Boże.

 

Modlitwa końcowa

Maryjo, Nadziejo Cierpiących, czas spędzony w twojej szkole niech nas uczy, że jedynie w Bogu można znaleźć prawdziwe oparcie. Proś Go za nami, aby udzielił nam wiary w swoje obietnice i płynącej z nich nadziei, która pozwala przetrwać każde trudności. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

Ks. Maciej Raczyński-Rożek, doktor teologii dogmatycznej (Uniwersytet Gregoriański w Rzymie), wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie.