Świadkowie wiary

Marianne Sébastien- orędowniczka ludzi „bez prawa głosu" Marie-Hélène de Cherisey

La Paz, rok 1994. Pewnej lodowatej nocy w Boliwii, w najwyżej położonej stolicy świata, Marianne Sébastien, była śpiewaczka pochodząca ze Szwajcarii, nie mogła zasnąć. „I pomyśleć tylko, że są dzieci, które muszą spać na dworze!” Nie mogąc dłużej wytrzymać z tą myślą narzuciła płaszcz i przywołała taksówkę: „Proszę mnie zawieźć pod tunel San Francisco!” Słyszała, że tam właśnie chronią się dzieci ulicy. Jest ich tam trzysta, nawet kilkoro niemowląt, przytulone jedne do drugich. Na widok nieznajomej kobiety spod brunatnych koców wychyliły się ciemnowłose głowy, spojrzały oczy o źrenicach rozszerzonych alkoholem i narkotykami. Kiedy dzieci się zorientowały, że nic im nie przyniosła, poprosiły nieśmiało: „Zaśpiewaj nam piosenkę” – nie wiedząc, że śpiewanie to właśnie jej zawód! 

Bóg nie po to zsyła pomysły, żeby się długo zastanawiać

Marianna została, by spędzić z nimi noc... została na długie tygodnie, tyle czasu, ile było potrzeba, aby w nich obudzić chęć wydobycia się z tej sytuacji. By postanowiły, że przestaną się upijać i zażywać narkotyki. Po miesiącu wspólnego koczowania i ciągłego okazywania im czułości dzieci postanowiły, że opuszczą tunel na dobre. Starsze niosły na rękach młodsze, które obejmowały ich za szyję. Nikłe światło padało na ich obolałe, zmęczone twarze. „Każde dziecko ma prawo do zmartwychwstania!” – twierdziła z przekonaniem Marianne, urodzona w Niedzielę Wielkanocną. Walczyła więc, by spełnić ich marzenia: o utworzenie domów opieki, o stypendia na studia, o mikrokredyty. Pewien młody człowiek, uzdolniony w dziedzinie ceramiki, założył pracownię, w której dzieci ulicy mogły budować bożonarodzeniowe szopki i uzyskiwać pieniądze z ich sprzedaży. „Żaden z ubogich nie może liczyć, że zostanie uratowany, dopóki on sam nie uratuje kogoś innego” – tym sposobem w ciągu dwudziestu lat, od legendarnych kopalń srebra w Potosi po wysypisko śmieci w Cochabamba, organizacja Voix Libres (Wolne głosy) umożliwiła milionom ubogich rozpoczęcie godnego życia. Ta niezwykła przygoda często zaczynała się od ujęcia za rękę zagubionego dziecka.

Chrystus złożył nadzieję w tych, którzy są ostatni

Nie w tych, którzy są przedostatni. Dawna działaczka ATD Czwarty Świat (ang. All Together for Dignity, w tłum. „Razem postawmy na godność”) pozostawała pod bardzo silnym wrażeniem doświadczeń przeżytych w tej organizacji, w ramach której razem z dorosłymi założyła dziennik: „A my?” Kiedy coś jest sprawą życia lub śmierci, wówczas obietnica Chrystusa „Dokonacie jeszcze większych dzieł od tych!” uruchamia w człowieku biednym energie, których mocy nikt się nie spodziewał. Marianne zachęcała, uczyła wiary, że cud może się zdarzyć. „Jedno z dzieci zaprowadziło mnie do więzienia, gdzie jego rodzice odsiadywali karę. To dziecko chciało mi przedstawić swojego ojca i opowiadało mi o nim jak o kimś nadzwyczajnym. Tito był ludzkim śmieciem. Mianowałam go księgowym w więziennym oddziale mikrokredytów. Wspólnie wykształciliśmy sześćdziesięciu dwóch stolarzy. Miesiąc po objęciu funkcji Tito przestał pić.”

Znaczenie obecności

Decyzja Marianne o podjęciu misji wśród „ludzi bez prawa głosu” zapadła w dniu, w którym odkryła głuchotę własnego syna. Śpiewanie nic dla niego nie znaczyło. Konieczność wniknięcia w ciszę, w której żył jej syn, pozwoliła Marianne doświadczyć siły obecności, siły tych 80% porozumienia, które nawiązuje się poza przekazem ustnym. Niewytłumaczonym sposobem dziecko odwracało głowę, kiedy ona otwierała drzwi jego pokoju. Pięć lat później syn zaczął mówić dzięki systemowi nauki mowy (LCC), lecz zanim to się stało, Marianne opuścił jej mąż, polityk. Ponowne upokorzenie.

Marianne, reprezentująca typ bojowniczki, zwróciła się ku działaniom humanitarnym. Pod koniec podróży formacyjnej po Boliwii, podróży, która w sumie okazała się jednym wielkim rozczarowaniem, samochód zatrzymał się w niedużej wiosce. Ksiądz Santiago zaprosił Marianne do pomocy w organizowaniu uroczystości Środy Popielcowej. Zdumiona bardzo konkretnym, pełnym miłości działaniem duchownego na rzecz ratowania dzieci z kopalni Potosi, Marianne przedłużyła swój pobyt w wiosce. W Potosi po trzech wiekach eksploatacji srebra w kopalniach pozostała jedynie cyna, do pokładów której można było dotrzeć tylko długimi, bardzo głębokimi korytarzami. Chcąc mieć z czego żyć, rodziny kazały dzieciom wślizgiwać się do tych korytarzy i podkładać dynamit. Przerażone dzieci, aby oszukać strach, żuły liście koki.

Po powrocie do Szwajcarii Marianne zachowała kontakt z boliwijską wioską, regularnie wysyłając tam potrzebne produkty. Pewnego dnia otrzymała list od księdza Santiago, który przeczuwał swoją bliską śmierć. Duchowny prosił ją, by kontynuowała jego dzieło. Tak ogromny dowód zaufania przywrócił jej chęć do życia!

Śpiew, najkrótsza droga do Boga

Po powrocie do Potosi Marianne jasno zrozumiała, co ma robić: „Osiągnięcia zewnętrzne wynikają z osiągnięć wewnętrznych.” W każdym innym przypadku żaden zamiar nie będzie zrealizowany. Zanim się zdoła wypełnić serce kogoś, kto wiele wycierpiał, należy mu pomóc w pozbyciu się nienawiści, strachu, nagromadzonej urazy. Śpiewaczka zachęciła każdego z mieszkańców wioski, by zaimprowizował melodię i w głębi serca spróbował odnaleźć muzykę swojego życia. Śpiew jest uprzywilejowanym sposobem na wyrażenie tego, czego się nie da wyrazić, a także najkrótszą drogą do Boga.

W roku 2017 Marianne Sébastien została laureatką nagrody Obrońcy Praw Człowieka.

 

Marie-Hélène de Cherisey – dziennikarka, autorka książek, także scenariusza do filmu „Passeurs d'espoir” (Przekaziciele nadziei). Stworzyła serię książek młodzieżowych „L'avenir c'est nous!” (Przyszłość to my!).