Czy to jest w Biblii?

Niebiański pół-Nelson Anthony Giambrone OP

Od wielkich małp człekokształtnych przez starożytnych Greków po współczesne zmagania na ringu — udawana walka, którą nazywamy zapasami, stanowi męski pokaz zwierzęcej siły witalnej oraz swego rodzaju stałą antropologiczną. Można ją odnaleźć w różnych czasach i kulturach. Byłoby jednak czymś wyjątkowo dziwnym, gdyby sam Bóg miał wejść na ring.

Kiedy tajemniczy gość zagradza Jakubowi drogę koło brodu przez potok Jabbok, początkowo nie jest jasne, kim jest jego przeciwnik: „Gdy zaś wrócił i został sam jeden — mówi Pismo — ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki” (Rdz 32,24). Bibliści specjalizujący się w Starym Testamencie często wyobrażają sobie, że pod tym dziwnym nocnym spotkaniem kryje się jakiś fragment luźnej tradycji ludowej, opowiadającej pierwotnie historię bohatera walczącego z numenem (bóstwem akwatycznym – red.) rzeki Jabbok — demonem podobnym do trolli z nordyckich legend, które strzegą brzegu i nie pozwalają nikomu przejść, ale muszą zniknąć przed świtem, bo w przeciwnym razie tracą swą moc. Mimo że ta opowieść może wywoływać takie wrażenie, jej sceneria wywraca folklorystyczne oczekiwania: nie tylko dlatego, że Jakub bez problemu przeszedł przez Jabbok, po czym dopiero, będąc całkiem sam, napotkał rywala, lecz przede wszystkim dlatego, że na koniec nieznany przeciwnik udziela Jakubowi pomocy. Wyraźnie rozpoznany w świetle wschodzącego słońca, El ostatecznie sam daje swemu przeciwnikowi błogosławieństwo — a jest to coś, czego rzeczne trolle wcale nie miały w zwyczaju (ani nie potrafiły) robić.

Jeśli Bóg objawia swoje oblicze zamiast imienia (które musiało czekać na Mojżesza), to nie dzieje się tak dlatego, iż pragnie pokazać, że odniósł zwycięstwo nad młodszym synem Izaaka — byłaby to kiepska zabawa dla wszechmogącego Stwórcy wszystkich rzeczy. Pan wylewa swoje błogosławieństwo raczej dlatego, że to właśnie sam Jakub jest zapaśnikiem. Od wyjścia z łona matki dziecko to było pazerne na błogosławieństwa — a teraz zamierza wydusić błogosławieństwo nie ze ślepego i starego ojca, ale z Pana wszechrzeczy. Cały dramat tej nocnej sceny nad potokiem Jabbok jest w istocie nasycony ogromnym lękiem przed Ezawem, z którym Jakub musi się zobaczyć nazajutrz i nie spodziewa się, że spotkanie się powiedzie. W końcu to zamiar Ezawa, żeby zabić swego brata bliźniaka, zmusił Jakuba do ucieczki do Labana, od którego teraz powraca — oszukawszy już w tym momencie także brata swej matki. Zatem Jakub stara się tu o błogosławieństwo dla tego wcześniejszego wątpliwego błogosławieństwa.

Za oszustem, który zdobył podstępem przysługujące pierworodnemu prawo, ciągnie się wcale niemała dwuznaczność moralna. Jego zapasy są zażartym poszukiwaniem Bożej przychylności; Jakub siłuje się o dar łaski.

Zmiana imienia Jakuba oznacza, że jego krętacki charakter uległ teraz zmianie. Jest on teraz Izraelem: tym, który zwycięża nie tylko ludzi, lecz nawet Boga. „Moje dzieci zwyciężają mnie” — śmieje się Pan w rabinicznej przypowieści, która mogłaby być podsumowaniem tej sceny. Jak ogromny lew igrający ze swymi młodymi, Pan żartobliwie pozwala temu grzesznemu szczenięciu, aby trzymało Go w szachu, litościwie pozwala swemu ludowi odnieść zwycięstwo — ale nie bez zadania ciosu, który wymusi na kowboju uczciwość: świętej blizny pochodzącej z walki z Bogiem, rany, którą lud Izraela musi nosić przez stulecia. Zupełnie nieoczekiwane pojednanie dwóch braci, które następuje natychmiast po tym tajemniczym pojedynku, jest znakiem, iż udzielone błogosławieństwo jest rzeczywiste i skuteczne — a jednocześnie proroctwem przyszłego pojednania między Izraelem a narodami.

 

Anthony Giambrone OP jest kapłanem, dominikaninem z prowincji świętego Józefa (USA) i profesorem Nowego Testamentu w École Biblique w Jerozolimie.