Świadkowie wiary

Błogosławiony Michał Giedroyć Elżbieta Wiater

Zakonnik (1425–1485)

Cnotą, którą bł. Michał praktykował aż po heroizm, była cierpliwość. Przydała mu się także po śmierci, ponieważ długo musiał czekać na oficjalne uznanie swego kultu – jego beatyfikacja równoważna (uznanie trwającego przez wieki kultu bez konieczności przeprowadzania osobnego procesu beatyfikacyjnego) odbyła się dopiero w 2018 r. a na ołtarze oficjalnie wyniósł go papież Franciszek.

Kim więc był człowiek, którego nieprzerwanie proszono o wstawiennictwo przez prawie 550 lat, chociaż nie było oficjalnej zgody na publiczny kult? Co więcej, nawet jeden z papieży, Urban VIII, wręcz zakazał publicznego oddawania czci br. Michałowi! Jednak lud krakowski (i nie tylko), prowadzony instynktem wiary, wiedział lepiej, w kim Bóg ma upodobanie i kogo chce mieć na ołtarzu.

 Marek, choć Michał

A Bóg chciał wskazać na brata zakonnego, zakrystianina, z nieistniejącego już obecnie Zakonu Kanoników Regularnych od Pokuty (skasowano go w 1832 r., co zresztą br. Michał przepowiedział). W Krakowie nazywano ich, od wezwania kościoła, który do nich należał, markami. Jako kanonicy żyli według reguły św. Augustyna i byli zgromadzeniem kleryckim, to znaczy większość jego członków miała święcenia kapłańskie.

Przeszkodą do ich otrzymania w przypadku Giedroycia było widoczne kalectwo – mężczyzna był bardzo niskiego wzrostu i miał krótszą jedną nogę, z powodu czego musiał chodzić o lasce. Nie byłoby jednak problemu z uzyskaniem dyspensy, ponieważ wywodził się z jednego z litewskich książęcych rodów. Przed wstąpieniem do zakonu pieczętował się herbem Hippocentaurus i urodził się w jednej należących do jego rodu wiosek, Giedrojci. Do tego krótko po złożeniu ślubów wysłano go na studia na Uniwersytecie Krakowskim, więc miał konieczne do święceń wykształcenie.

 Co z tego, że chromy, skoro mistyk

Michał jednak wybrał życie brata zakonnego. Swoje życie ślubami zaczął już jako dojrzały, trzydziestoparoletni człowiek, można więc spokojnie uznać, że rezygnacja z kapłaństwa to była świadoma i przemodlona decyzja. Od dziecka oswojony z cierpieniem i upokorzeniami przylgnął całym sercem do krzyża, a szczególnie spodobało mu się miejsce u jego stóp.

Tam też pewnego dnia usłyszał słowa Pana, które precyzyjnie określiły powołanie brata: „Bądź cierpliwy aż do śmierci, a dam ci wieniec życia”. Cnota może mało spektakularna, ale nie bez powodu św. Paweł, pisząc w 1. Liście do Koryntian o miłości, jako jej pierwszą cechę podaje właśnie cierpliwość. Giedroyć rozwijał ją w sobie i to już za życia doprowadziło go do tak głębokiej więzi z Bogiem, że za jego wstawiennictwem zaczęły się dziać cuda, głównie uzdrowienia. Wiele osób przychodziło też do zakrystii kościoła św. Marka po radę i wsparcie, doceniając mądrość zakrystianina.

Miał on także dar proroctwa, i czasem Bóg odsłaniał przed nim przyszłość, dzięki czemu brat przepowiadał konkretne wydarzenia. Żył życiem głębokiej ascezy, ale też doświadczał fizycznych ataków złych duchów, którym takie pobożne życie, rzecz jasna, wcale się nie podobało.

 Dobrze się uświęca w miłym towarzystwie

XV w., a więc czas, kiedy żył błogosławiony, bywa nazywany felix saeculum Cracoviae – szczęśliwym stuleciem Krakowa. Żyło wtedy w tym mieście wielu świętych ludzi, tym samym Michał nie był jedyny w swoim pragnieniu zjednoczenia z Bogiem. Znał z pewnością pozostałych, czy to z uczelni, czy ze spotkań i nabożeństw: Jana Kantego, Stanisława Kazimierczyka, Świętosława Milczącego i pozostałych. Stanowili wspólnie silną grupę wsparcia.

Brat Michał zmarł w 1485 r., na łożu śmierci polecając współbraciom: „Chowajcie prawdziwą miłość, abyście w Bogu, który miłością jest, mieszkali”. Tak jego świadectwo opisał Jan Paweł II: „Michał Giedroyć wytrwał do końca – wierny Chrystusowi i Jego Matce, wierny powołaniu zakonnemu, wierny regule, której realizacji podjął się przez śluby zakonne, wierny posłudze zleconego urzędu zakrystiana, skromne zadania spełniając w wielki sposób. Umartwiony przez szczególne pokrewieństwo z krzyżem, znalazł w nim najprostszą drogę do nieba”. Tego samego zdania byli współcześni Michałowi – jego kult zaczął się już w chwili śmierci, gdy zebrani w kościele na uroczystościach z okazji wspomnienia św. Floriana ludzie, na wieść o odejściu Giedroycia, tłumnie ruszyli, by pomodlić się przy jego trumnie. A potem nastąpiło prawie 550 lat oczekiwania…

 

Elżbieta Wiater - doktor teologii, historyk, autorka kilku biografii świętych, publicystka katolicka. Mieszka w Krakowie.