Artykuły miesiąca

Alina Petrowa-Wasilewicz Kobiety przemieniające świat: Mechtylda


Kobiety przemieniające świat

Mechtylda – na Sercu Pana 

 

Należała do kręgu kobiet, które za murami klasztorów stworzyły lub zainspirowały wspaniałe arcydzieła mistyki łacińsko-niemieckiej. Praktycznie całe życie spędziła w klasztornych murach. Któregoś dnia siedmioletnia Mechtylda von Hackeborn, trzecia córka barona, urodzona w 1241 lub 42 roku, pochodząca z jednego z najpotężniejszych rodów Turyngii, spokrewnionych z cesarzem Fryderykiem II, przybyła wraz z matką w odwiedziny do starszej siostry Gertrudy, która była mniszką w klasztorze benedyktyńskim w Rodersdorfie. Życie sióstr zachwyciło dziewczynkę tak bardzo, że zapragnęła pozostać na zawsze w klasztorze. Nie było w tym nic nadzwyczajnego – w tamtej epoce rodzice często powierzali swoje dzieci mnichom i mniszkom, bo była to gwarancja najlepszego wychowania, intelektualnego i duchowego rozwoju, a wiele z nich pozostawało w klasztorach na zawsze przyjmując habit i składając śluby zakonne.

Tak było i z Mechtyldą. Pozostała na zawsze w klasztorze, wraz z konwentem zmieniła tylko klasztor, przeniosła się do Helft, i tu potoczyła się jej linia życia. Klasztor w Helfcie przeżywał zaś najwspanialszy okres w swych dziejach. Mniszki mogły się kształcić, znały łacinę, czytały dzieła literatury duchowej i świeckiej, dzięki czemu były najlepiej wykształconą grupą kobiet swoich czasów. Codziennie uczestniczyły w Eucharystii, odprawiały liturgię godzin, po siedmiokroć w ciągu doby śpiewały psalmy, które wprowadzały je w samo serce chrześcijaństwa. Mniszki, dzięki bogato zaopatrzonej bibliotece, ale też opiece duchowej ojców dominikanów, szczególnie Henryka z Halle, rozwijały swoje talenty, a szybko okazało się, że Mechtyldę nie tylko cechuje „mądrość, inteligencja, znajomość literatury, niezwykle urzekający głos”, ale ma też niezwykły talent muzyczny, dzięki czemu pełniła w klasztorze odpowiedzialne funkcje – została kierowniczką klasztornej szkoły, kierowniczką chóru, a z czasem – mistrzynią nowicjatu. Jej miłość do Boga promieniowała na otoczenie, a z powodu głosu nazywano ją „Bożym słowikiem”. Miała też duszę poety, układała głębokie modlitwy, w których odbijało się niebo. Papież Benedykt XVI, który poświęcił swej rodaczce jedną z katechez, zwrócił uwagę na jej drogę duchową – Oblubieńca szukała i odnajdowała w liturgii i Komunii świętej.

Ale „Boży słowik” długo ukrywał przed siostrami pewną tajemnicę. Od dzieciństwa Mechtylda miała wizje Jezusa, i to też może tłumaczyć, czemu jako siedmiolatka potrafiła podjąć decyzję rozstrzygającą o całym dalszym życiu, jakby była dojrzałym człowiekiem. Niedługo przed śmiercią, a zmarła w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat, gdy przeżywała ciemności duchowe, które - jak często bywa - łączyły się z cierpieniami fizycznymi, wyznała współsiostrom, które ją pielęgnowały, że już w dzieciństwie Pan obdarzył ją wielkimi łaskami i delikatnie prowadził. Siostry zaczęły spisywać jej wyznania i tak powstało jedno z najpiękniejszych i najmocniejszych świadectw, dzieło bardzo często przepisywane i czytane w Średniowieczu – „Księga łaski szczególnej” (Liber specialis gratiae). Ten wykradziony skarb (bo Mechtylda nie miała pojęcia, że jej opowieści są pilnie notowane i dość zdecydowanie się temu sprzeciwiła, ale ostatecznie pogodziła się z ujawnieniem swojej tajemnicy), zawiera objawienia o miłującym Sercu Jezusa.

Dla czytelnika, który zna żywoty świętych, w tym św. Małgorzaty Marii Alacoque, te wizje wydają się dziwnie znajome. Pan Jezus pokazywał swoje Serce Mechtyldzie, zabierał serce mniszki i łączył je ze swoim, a ona z zachwytem pozdrawiała to Serce rano i wieczorem. Co więcej, zdarzyło się w jednej z wizji, że mogła położyć głowę na Sercu Jezusa, tak jak zrobił to św. Jan Ewangelista, i usłyszeć bicie Serca Mistrza. „Gdyby trzeba było opisać wszystkie dobrodziejstwa, jakie otrzymałam od kochającego Serca Boga, trzeba by księgi grubszej niż brewiarz używany w jutrzni” – wyznała. To dlatego była doskonałą formatorką młodych mniszek, mędrcem, do którego przychodzili ze swoimi smutkami strapieni i zmęczeni ludzie, filarem, na którym można się oprzeć, a gdy śpiewała w chórze sprawiała wrażenie, że jest już w innym świecie. Mimo wielkiego przywileju, jaki otrzymała, nie szukała nadzwyczajności, złotego pyłu i sensacji – odnajdywała Jezusa w Eucharystii, psalmach, Ewangelii, gdyż Ewangelię zalecił jej czytać sam Jezus. Kiedyś pokazał jej ranę w swoim sercu i powiedział: „Zważ, jak wielka jest moja miłość: jeśli zechcesz poznać ją dobrze, nigdzie jej nie znajdziesz wyrażonej jaśniej niż w Ewangelii”.

Jej siostry zanotowały w „Księdze łaski szczególnej”, że zapisują tylko znikomą część wielkich łask, otrzymanych przez Mechtyldę. I że nie jest jedyną adresatką tego, co mówił do niej Jezus, ale są nimi wszyscy, „którzy przyjdą po nas”. Co ciekawe, Mechtylda cieszy się sławą świętości, choć jej proces beatyfikacyjny nigdy się nie odbył. Ci, którzy przyszli po niej, widać uznali, że jej świętość jest oczywista.

Papież Benedykt XVI podczas katechezy na Anioł Pański, wygłoszonej 29 IX 2010 r. powiedział o niej: „Dając się prowadzić Pismu Świętemu i karmiąc się Chlebem eucharystycznym, przeszła ona drogę głębokiej jedności z Panem, dochowując zawsze pełnej wierności Kościołowi. Jest to też dla nas stanowcze zaproszenie do wzmożenia naszej przyjaźni z Panem, przede wszystkim przez codzienną modlitwę oraz uważny, wierny i czynny udział we Mszy św. Liturgia jest wielką szkołą duchowości.”

    

Alina Petrowa-Wasilewicz jest wieloletnią dziennikarką Katolickiej Agencji Informacyjnej i autorką kilkunastu książek.


 

.